BTK

Biblijne Towarzystwo Kreacjonistyczne

Font Size

Cpanel

Encyklopedia sprzeczności

 Jak jest z tą ewolucją?

Oczywiście, łatwiej jest krytykować niż samemu coś stworzyć, jednak bez życzliwej krytyki i zrozumienia uwag innych naukowców trudno mówić o rzetelności przekazywanej wiedzy. Mój profesor lubił mawiać: „W nauce zawsze musi być dyskusja. Jeśli nie ma dyskusji, nie ma nauki”. Dlatego po przeczytaniu dzieła Biologia. Encyklopedia szkolna WSiP, Warszawa 2005, postanowiłem spisać kilka uwag naukowych. Co prawda, w moim życiu zawodowym zajmowałem się badaniami „z innej dziedziny wiedzy” i nie znam tajników biologii, jednak – ponieważ Encyklopedia została napisana z myślą nawet o uczniach liceów – mam prawo wypowiedzieć moje zdanie na tematy w niej poruszone.

Oczywiście, Autorzy Encyklopedii wykazali się głęboką wiedzą i umiejętnością systematyzowania materiału. Czasami potrafili rzetelnie przeanalizować obecny stan wiedzy i rozwój myśli naukowej w jakiejś dziedzinie. Jednak w dziedzinie ewolucji biologicznej popełnili tak wiele błędów logicznych, że nie mogę uwierzyć, iż nikt z kilkunastoosobowego zespołu autorskiego i redakcyjnego ich nie zauważył.

Wyobraźmy sobie, że jestem uczniem, zupełnie nie znającym się na biologii. Nie wiem, czego nauczają ewolucjoniści. Chcę dowiedzieć się, na czym polega ewolucja biologiczna – w jaki sposób powstało z nieżywej materii życie, i jak z tego życia rozwinęły się wszystkie znane obecnie gatunki istot żywych. Na okładce widzę obiecującą informację: „Encyklopedia zawiera hipotezy dotyczące powstania życia na Ziemi, podstawy ewolucji i antropogenezy”. Oczekuję więc, że skoro tak głosi jeden z sześciu punktów wyodrębnionych dla zachęty czytelnika, to przynajmniej kilkanaście procent materiału dobitnie wyjaśni mi, jakie są podstawy owej ewolucji.

 

 

Jednak już „Indeks” wyprowadza mnie z błędu: na 3000 haseł zaledwie 11 dotyczy bezpośrednio ewolucji, czyli ściśle ewolucji poświęcono zaledwie kilkanaście stron na tysiąc. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że tych kilkanaście stron będą dotyczyły sedna sprawy i wskażą na bardzo konkretne procesy leżące u podstaw ewolucji i antropogenezy. Niestety, na każdym kroku czeka nas rozczarowanie, gdyż wyjaśnienia dotyczące ewolucji są zdawkowe, wyrywkowe, zaprzeczające same sobie a także treściom innych artykułów tejże Encyklopedii. Popatrzmy, jak to wygląda.

Artykuł „Ewolucja”

Artykuł ten zawiera definicję ewolucji:

Zespół procesów polegających na stopniowych lub rzadziej skokowych zmianach systemów biologicznych (...) biegnących w określonym kierunku (s. 189). Ewolucja powoduje wzrost różnorodności biologicznej (s. 190).

Co to jest różnorodność biologiczna? Jaki jest stopień jej wzrostu? Autorzy Encyklopedii nic na ten temat nie mówią, tylko zaznaczają:

Historia wielu szczepów zakończyła się ich wymieraniem, czyli procesem odwrotnym niż ewolucja (s. 190).

Rzeczywistość doboru naturalnego, niestety, jest bardzo okrutna. Naukowcy szacują, że 98% wszystkich udokumentowanych gatunków jest wymarłych (G.S. Fichter, Endangered animals, 1995). Nawet w Wikipedii można znaleźć wiadomości o tym, jak masowo ginęły gatunki:

- ordowickie wyginięcie (438 mln lat temu) zniszczyło 60-70% wszystkich gatunków,

- dewońskie (367) 70% gatunków,

- permskie (250) – wyginęło ok. 96% wszystkich gatunków żyjących w morzach i 70% zwierząt lądowych (w tym owadów),

- triasowe (213) 70-75% gatunków,

- kredowe (65 mln lat temu) zniszczyło ok. 75% gatunków.

Czyli, zaczynając od „eksplozji kambryjskiej” jakieś 520 mln lat temu, średnio co 100 mln lat trzy czwarte gatunków znikało z powierzchni Ziemi. Jak by nie patrzeć, jest to proces odwrotny niż ewolucja, i na to nie ma rady.

Autorzy Encyklopedii wiedzą o tych kryzysach i nazywają je „wielką piątką” (artykuł „Wymieranie” na s. 922). Wiedzą też o ciągłym wymieraniu poszczególnych gatunków, jednak tym razem mówią: „stanowi ono trwały element ewolucji”. W ten sposób dowiadujemy się, że „proces odwrotny niż ewolucja” „jest trwałym elementem ewolucji”.

Usiłując jakoś zharmonizować te dwa sprzeczne twierdzenia Autorzy uciekają się do wyjaśnienia:

Ewolucja nie oznacza istnienia stałego i powszechnego postępu w historii świata żywego; obecnie uważa się, że tylko w pewnych wypadkach wydarzenia ewolucyjne prowadziły do podwyższenia poziomu organizacji biologicznej (s. 190).

Mamy jednak zamiast wyjaśnienia ślepy zaułek, z którego ciężko będzie wybrnąć. Jeśli bowiem czasami jest „postęp”, a czasami wyginięcie, musimy mieć bardzo konkretne dowody na występowanie owego podwyższenia poziomu organizacji biologicznej – musimy wiedzieć, w jakich warunkach i w jaki sposób ono zachodzi. Tym bardziej, że następne zdania ogłaszają: Próby zdefiniowania ewolucji biologicznej za pomocą terminologii stosowanej w termodynamice podkreślają, że prowadzi ona do wzrostu uporządkowania układów biologicznych i przeciwstawia się wzrostowi entropii. Obecnie ewolucja jest uważana za proces obiektywnie zachodzący w przyrodzie i wszechstronnie potwierdzony licznymi dowodami empirycznymi.

Być może, czegoś nie wiem (w końcu każdy ma prawo nie wszystko wiedzieć), ale wydaje mi się, że wskazanie jakiegokolwiek procesu łamiącego II zasadę termodynamiki, a tym bardziej dostarczenie przynajmniej jednego dowodu empirycznego na samoczynne przeciwstawienie się wzrostowi entropii kwalifikuje się na nagrodę Nobla i oznacza rewolucję umożliwiającą stworzenie perpetuum mobile o wydajności 150%. Jak dotąd nie słyszałem o czymś takim, a zajmowałem się badaniami naukowymi w dziedzinie budowy maszyn 17 lat.

 

Artykuł „Mutacje”

Z tego artykułu dowiadujemy się, że Dzięki mutacjom jest możliwe powstawanie ras i gatunków oraz proces ewolucji biologicznej (s. 453). Wydawać by się mogło, że jesteśmy w domu: wreszcie poznamy mechanizm ewolucji, prowadzący do powstawania ras i gatunków i zwiększający różnorodność biologiczną. Jednak czeka nas gorzkie rozczarowanie. Zamiast wskazać na dobrodziejstwa mutacji popychających dźwignę ewolucji, Autorzy Encyklopedii mówią o błędach i o systemie naprawczym:

Najczęstszym powodem mutacji spontanicznych jest błędne włączanie nukleotydów w czasie replikacji DNA. (...)

...rolą [systemu naprawczego] jest usuwanie wszelkiego rodzaju uszkodzeń DNA (...). System naprawczy jednak nie działa bezbłędnie (s. 454).

Można się załamać. Utrwalone mutacje, jak się okazuje, są wynikiem podwójnego błędu – najpierw błędu replikacji, a potem błędu systemu naprawczego. Jak wobec tego można utrzymywać, że dzięki mutacjom coś może powstawać? To tak, jakbym w reklamie samochodu zaznaczył, że jest on lepszy od poprzednich, gdyż tym razem popełniono błąd w czasie projektowania oraz w czasie montażu. Albo bym wyjaśniał różnorodność pojazdów samochodowych błędami konstrukcyjnymi.

Jednak zakończenie artykułu „Mutacje” jest jeszcze bardziej załamujące:

Podwyższenie poziomu mutacji jest więc niekorzystne nie tylko z tego powodu, że powoduje wzrost częstości występowania szkodliwych genów (np. odpowiedzialnych za choroby dziedziczne), co może się odbić na przyszłych pokoleniach, ale również ze względu na wzrost zachorowań na choroby nowotworowe (s. 455).

Gdybym był uczniem, zadałbym Autorom Encyklopedii pytanie: skoro mutacje prowadzą do pojawienia się szkodliwych genów i chorób dziedzicznych oraz nowotworowych, to jak jest możliwe dzięki nim powstawanie ras i gatunków oraz w ogóle proces ewolucji biologicznej?

Będąc naukowcem rozumiem, że – być może – mutacje są raz korzystne, raz niekorzystne, raz pomagają, raz przeszkadzają. Podobnie jak naprawa telewizora „metodą Zenka” również czasami pomagała... Jednak w całej encyklopedii nie znajduję nic na temat tego, jaki rodzaj mutacji korzystnie wpływa na materiał genetyczny i może doprowadzić do powstania czegoś nowego, bardziej złożonego, bardziej funkcjonalnego niż to, co istniało w organizmach rodzicielskich. Co czytam zamiast tego?

Proces podziału komórki wymaga, aby komórki potomne otrzymywały od komórki rodzicielskiej taką samą (podkreślenie moje – M.R.) informację genetyczną (s. 110, artykuł „Chromosom”). A co, jeśli informacja w chromosomach będzie nie taka sama? Oto odpowiedź:

Zmiany w liczbie chromosomów wiążą się na ogół z licznymi zaburzeniami rozwojowymi (s. 110).  O tych licznych zaburzeniach (włącznie z obumieraniem płodu z powodu owych mutacji) mówią kolejne artykuły „Aberracje chromosomowe” oraz „Choroby genetyczne”. Żadna zmiana w chromosomach nie została opisana jako dźwignia ewolucji.

To może jakieś inne mutacje są dla nas korzystne? Poczytajmy artykuł „Hemoglobina”:

Mutacje w genach kodujących białka tworzące hemoglobinę są powodem powstawania ok. 300 znanych odmian nienormalnej hemoglobiny, z których część prowadzi do objawów patologicznych, a niekiedy nawet do śmierci (s. 254). Uuups. A mówiono nam, że dzięki mutacjom jest możliwe powstawanie ras i gatunków oraz proces ewolucji biologicznej (s. 453). Według wyjaśnień w artykule „hemofilia”, wszelkie rodzaje tej choroby są wynikiem mutacji genów kodujących czynniki II, V, VII, VIII, IX, X, XI (s. 253-254) – no to gdzie ma następować mutacja, która popchnie do przodu ewolucję?

Ten wzór jest powtórzony również w artykule „Ewolucja molekularna”. Dowiadujemy się z niego, że mutacje, które tworzą materiał dla przemian ewolucyjnych, polegają zazwyczaj na zmianach pojedynczych zasad w DNA. Kilka zdań dalej jest napisane czarne na białym: Lokalne zmiany w budowie niektórych białek (...) zostały poznane i wykazano, że mogą one wywoływać wyraźne i zazwyczaj szkodliwe następstwa dla ustroju (...). Efekty zmian w składzie aminokwasowym mogą lecz bardzo rzadko, okazywać się korzystne dla organizmu (podkreślenie moje).

Postaram się zilustrować to twierdzenie odwołując się do powszechnie uznanych przez ewolucjonistów ustaleń. Dan-E. Nilsson i Susanne Pelger z uniwersytetu w Lund podjęli próbę oszacowania czasu potrzebnego do ewolucji oka. W swoim artykule A pessimistic estimate of the time required for an eye to evolve („Proceedings of Royal Society: Biological sciences”, Vol. 256, nr 1345, 1994, s. 53-58) podają oni liczbę 363992 pokoleń, w ciągu których mogłaby zajść pełna gama zmian od niewidzącego osobnika do osobnika mającego w pełni ukształtowane oko na drodze doboru naturalnego. Autorzy uważają, że liczba ta jest zgodna z zapisem geologicznym, i inni naukowcy chętnie cytują ich pracę jako dowód w sprawie.

Pomijając fakt, że jedna mutacja na pokolenie nie załatwi sprawy jednego kroku ewolucyjnego w rozwoju oka, przyjmijmy w dużym uproszczeniu, że jeden krok na drodze ewolucyjnego rozwoju oka wymaga jednej mutacji. Oznaczałoby to, że wystąpi jedna po drugiej w ściśle określonej kolejności 360 tys. mutacji, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Jeśli jednak wiemy, że następstwa mutacji są zazwyczaj szkodliwe, a bardzo rzadko korzystne, musimy rozumieć, że tym mutacjom prowadzącym do powstania oka musiały towarzyszyć tysiące innych przypadkowych mutacji, zgubnych dla organizmów żywych. Prof. M. Behe (Lehigh University) zwraca uwagę, że jeśli druga, odpowiednia dla danego ciągu zdarzeń mutacja nie nastąpi natychmiast po pierwszej, to jakakolwiek inna mutacja doprowadzi do zniszczenia białka, a nie do rozwoju pożytecznego narządu (zob. Waiting Longer for Two Mutations, „Genetics” 2009 February; 181(2): 819-820). Innymi słowy, aby zrealizować sekwencję 360 tys. korzystnych mutacji, należałoby zawiesić na 360 tys. pokoleń wszystkie mutacje neutralne i niekorzystne. Gdyby takie zjawisko w ogóle mogło zaistnieć, naukowcy dawno by je zauważyli.

Podsumowując: mutacje są błędami w odtwarzaniu czegoś, co było wcześniej lepsze; mutacje utrwalają się w wyniku błędów mechanizmów naprawczych, więc nic dziwnego, że są zazwyczaj problemem dla potomstwa, a nie błogosławieństwem. Jeśli chcemy, by mutacje przyniosły jakąkolwiek korzyść, muszą one zachodzić przez bardzo długi czas w ściśle określonej kolejności dążąc do realizacji ściśle określonego celu – ale każda przerwa w tej sekwencji spowoduje zniszczenie całości przez mutacje neutralne i szkodliwe. Gdzie więc jest potwierdzenie tezy, jakoby mutacje były motorem ewolucji?

Artykuł „Czynniki ewolucji”

Cóż, z mutacjami najwyraźniej Autorom nie poszło dobrze: nie wskazali żadnego korzystnego mechanizmu, ale za to wymienili mnóstwo chorób powstających w wyniku mutacji. Ta niespójność nie przeszkodziła im wymienić w artykule „Czynniki ewolucji” mutację jako niezbędny czynnik ewolucji. Drugim czynnikiem jest dobór naturalny, trzecim izolacja, a czwartym dryft genetyczny. Z tego artykułu dowiadujemy się, że warunkiem niezbędnym do skutecznego działania czynników ewolucyjnych jest istnienie ustroju żywego z jego charakterystyczną organizacją, wyrażającą się m.in. obecnością nośników informacji genetycznej (DNA, RNA) (s. 141).

Kolejna ślepa uliczka. „Warunek niezbędny” oznacza, że bez niego nic nie działa. Jeśli bowiem nie ma nośników informacji genetycznej oraz samej informacji, nie ma ewolucji. Nie ma więc odpowiedzi na pytanie, z czego wyewoluowało życie, gdyż nie-życie (materia nieożywiona) nie zawiera informacji genetycznej, nie dostarcza jej i nie jest w stanie przetwarzać, nawet gdyby taka informacja zaistniała.

Ten sam problem pojawia się w Encyklopedii jeszcze raz, w artykule „Dawkins Richard”. Czytamy tam: Dawkins wykazał (...), że dysponując zestawem prostych morfologicznie form wyjściowych i zwykłych reguł postępowania można uzyskać, przy wykorzystaniu określonych programów komputerowych, bardzo zróżnicowane morfologicznie formy życia (s. 145). W zasadzie, gdybym przeczytał tylko to zdanie, pomyślałbym, że Dawkins był pomysłodawcą i rzecznikiem teorii inteligentnego projektu: najpierw bowiem musi być ktoś, kto stworzy owe formy życia i ów program komputerowy, i zmusi to wszystko do przemian według określonych reguł. Autorzy jednak najwyraźniej nie dostrzegają, że już po raz drugi zaprzeczyli sami sobie i wykazali, że teoria ewolucji nie jest w stanie wyjaśnić faktu zaistnienia życia wraz z jego informacją zakodowaną w genach. Jeśli bowiem przyjmiemy, że 4,5 mld lat temu na Ziemi nie było ustrojów żywych (prostych morfologicznie form wyjściowych), to oznacza, że ewolucja nie mogła mieć miejsca, i my, ludzie, nie możemy istnieć jako jej produkt.

 

Artykuł „Ewolucja małp”

Jest jeszcze jedna ciekawostka, ilustrująca problem logiki ewolucjonistycznej. Otóż na s. 786 Encyklopedii mogliśmy przeczytać, że ewolucja (zwłaszcza w przypadku zmian szkieletu) jest dobrze poświadczona w skamieniałościach. Jest to pewnik powszechnie nauczany na zasadzie oczywistości. Przykładowo, w opracowaniu Biologia – Vademecum. Egzamin gimnazjalny. Gdynia 2011, na s. 159 dowody ewolucji są podzielone na pośrednie i bezpośrednie. Do bezpośrednich zaliczono skamieniałości, odciski, odlewy oraz żywe skamieniałości. Z tego wynikałoby, że na poziomie gimnazjum uczeń powinien bez chwili zastanawiania się wymienić zapis paleontologiczny jako bezpośredni dowód ewolucji. I teraz taki uczeń bierze naszą Encyklopedię i czyta na s. 399:

Pochodzenie małp stanowi jeden z najtrudniejszych problemów współczesnej paleozoologii. Mimo że znaleziska ograniczają się do niewielkiej ilości zębów, ułamków szczęk, fragmentów szkieletu i zaledwie kilku kompletnych czaszek, pozwalają jednak na stwierdzenie, że współcześnie żyjące naczelne i owadożerne wywodzą się ze wspólnego pnia ewolucyjnego.

Trochę za mało, jak na jedyny w sumie bezpośredni dowód ewolucji. Kilka zębów, kilka czaszek i kilka kości szkieletowych nie dałyby nam możliwości odtworzenia wyglądu nawet jednego osobnika, nie mówiąc już o ciągu ewolucyjnych zmian na przestrzeni 60 mln lat (taki czas ewolucji małp znajdujemy dwa zdania niżej na s. 399 Encyklopedii). A przecież w tym czasie musiałoby nastąpić jedno po drugim kilkadziesiąt milionów pokoleń, co przy populacji przynajmniej 100 osobników w każdym pokoleniu daje dobrych kilka miliardów pojedynczych małp. Jak można wyrobić sobie o nich zdanie na podstawie kilku czaszek i kilkudziesięciu kawałków innych kości? To tak, jakby ktoś mając do dyspozycji niewielką ilość zębów, ułamków szczęk, fragmentów szkieletu i zaledwie kilka kompletnych czaszek współczesnego człowieka próbował się wypowiadać na temat demografii i charakteryzować ludność mieszkającą na naszej planecie w XXI wieku. Katastrofa logiczna.

Najdziwniejsze jest to, że Autorzy zauważają problem i odnoszą się do niego również w artykule „Antropogeneza”. Piszą: Trudno określić początek procesów antropogenezy (...). Znanych jest już wiele szczątków człowiekowatych z ostatnich 6 mln lat (co kontrastuje z ubóstwem zapisu kopalnego małp człekokształtnych), lecz ich interpretacja jest wciąż niejednoznaczna (s. 24-25). Czyli z całych 60 mln lat ewolucji w ogóle coś wiemy jedynie o ostatnich 6 mln lat – a wciąż utrzymujemy, że skamieliny są bezpośrednim dowodem owej ewolucji.

 

Artykuł „Komórka”

Artykuł ten w ogóle nie zawiera odniesienia do ewolucji. Czytamy w nim: Teoria komórkowa stwierdza, że ciało organizmów zbudowane jest z komórek i ich wytworów. Uzasadnione więc jest pytanie: jak komórka powstała i dlaczego w ogóle funkcjonuje?

Kiedy studiowałem na Politechnice, miałem kolegę, który opowiadał taką historię. Już od dziecka miał zapędy inżynierskie, i bardzo chciał wiedzieć, jak wszystko działa. Pewnego razu jego ojciec dostał w prezencie przywieziony z Zachodu długopis, w którym naciskając guzik można było zmieniać kolory. Oczywiście, ten mój kolega rozłożył ów długopis na części pierwsze, i oczywiście nie potrafił złożyć z powrotem. Ściślej mówiąc, złożyć go z powrotem potrafił każdy, ale nikomu nie udało się uczynić tego w taki sposób, by długopis działał.

Trochę podobni do tego mojego kolegi w jego dzieciństwie są naukowcy badający komórkę. Potrafią rozłożyć ją na części pierwsze, mogą powiedzieć, do czego jaka część służy i jak funkcjonuje, ale nie tylko nie są w stanie zbudować sami takiej komórki, to nawet po rozłożeniu komórki na części pierwsze nie potrafią złożyć jej z powrotem tak, by znowu żyła. A przecież wierzą i próbują przekonać czytelnika Encyklopedii, że życie powstało i rozwinęło się zupełnie przypadkowo.

Bądźmy uczciwi: nasi uczniowie i studenci (czyli czytelnicy Encyklopedii) są inteligentnymi osobami. Większość z nich potrafi z pamięci wymienić wszystkie 17 elementów składających się na ultrastrukturę komórki zwierzęcej i 13 elementów komórki roślinnej. Jednak już nie każdy byłby w stanie odtworzyć z pamięci rysunki umieszczone w Encyklopedii na s. 303 i 304, i mało kto dałby radę wytłumaczyć, do czego służy każdy z elementów komórki i jak współpracuje z pozostałymi. Logicznie myśląc, powinniśmy zauważyć, że taka komórka nie jest tworem przypadkowym i chaotycznym, tylko uporządkowanym i celowym. Gdyby bowiem było inaczej, nawet małpa potrafiłaby wskazać, gdzie w komórce są rybosomy, a gdzie mitochondrium.

Najciekawsze jest jednak to, że tak naprawdę nikt nie wie, dlaczego komórki się starzeją. „Żadna z koncepcji nie znajduje wyłącznej i powszechnej akceptacji” – stwierdza Encyklopedia na s. 309, co w nauce oznacza, że poruszamy się w obszarze hipotez, czyli przypuszczeń. Mamy więc swoisty paradoks: nie wiemy, skąd się komórki wzięły, nie rozumiemy, dlaczego one żyją, i nie potrafimy wyjaśnić, dlaczego się starzeją i przestają żyć, a jednocześnie udajemy, że wiemy na pewno, iż nie istnieje Bóg Stwórca. W artykule „Kreacjonizm” bowiem jest napisane: Teoria ewolucji i rozwój innych nauk (...) wyparły kreacjonizm ze współczesnego przyrodoznawstwa. Dziwne nieco stwierdzenie, biorąc pod uwagę sprzeczności i braki teorii ewolucji, chociażby te, które uwidacznia sama Encyklopedia.

 

Podsumowanie

Wbrew wielokrotnie podkreślonej intencji Autorów Encyklopedii, jej czytelnik zaczyna mieć coraz więcej problemów z przyjęciem teorii ewolucji. Ewidentnie bowiem na Ziemi zachodzi wyginięcie gatunków na ogromną skalę, czyli proces odwrotny niż ewolucja; mutacje (przynajmniej te opisane) prowadzą do chorób dziedzicznych i do śmierci płodu, a nie do powstawania nowych funkcji przystosowawczych, pozwalających nowym pokoleniom wypełniać nisze ewolucyjne; skamieniałości, jak się okazuje, nie wystarczają do pełnego opisu nawet jednej małpy, a są jedynym materiałem dowodowym, stanowiącym o przemianach ewolucyjnych tych zwierząt (a wraz z nimi człowieka) na przestrzeni 60 mln lat.

I co najciekawsze, Encyklopedia twierdzi, że ewolucja biologiczna łamie II zasadę termodynamiki, i jest udowodniona empirycznie. Wobec braku jakichkolwiek doniesień naukowych w tej dziedzinie zaczynam odnosić wrażenie, że ewolucja ma charakter jakiejś wiedzy tajemnej, dostępnej dla wybranych, ale nie ujawnianej czytelnikom Encyklopedii. Autorzy bowiem ciągle powołują się na jakieś sobie tylko znane proewolucyjne „dane naukowe” i „niezbite dowody” zaprzeczając nieraz temu, co sami podają jako pewniki, i co jest powszechnie znane (masowe wymieranie gatunków, szkodliwość mutacji, zasada samoczynnego wzrostu entropii itp.).

Nie mogę zrozumieć: dlaczego ta wiedza jest ukrywana przed czytelnikiem, jeśli jest tak dobrze udokumentowana i udowodniona, jak to próbują nam wmówić Autorzy? Albo odwrotnie – po co stwarzają wrażenie, że są jakieś dowody na samoczynną ewolucję biologiczną, skoro nie potrafią ich jasno i jednoznacznie przedstawić?

I jeszcze jedno: czy naprawdę nie przeczytał tego dzieła ani jeden recenzent, który potrafiłby zauważyć nieciągłość logiczną tych wszystkich sprzecznych ze sobą twierdzeń?

 dr hab. inż. Mirosław Rucki

 

Jesteś tutaj: Home Encyklopedia sprzeczności